I would like to welcome everyone who's entering my profile and gallery. My name is Paul and I live in south-west Poland in Wroclaw " the metting place". It's one of the major cities here in my country and I must admite it, it's a beautifull place with a remarkable history and fantastic people living there. What can I say about myself? I used to live in a small town near Wroclaw but when I started to study at the Wroclaw's University, I've moved here and founded myself a job. At the beggining I made many mistakes, I'm avare of them and today I'm thinking twice before doing anything. It's because of my health but this is a different story. What can I say more? Thank you for the time and have a nice day!
--- --- --- --- --- --- --- --- --- ---
Moi mili, opowiem Wam historię pewnej zakochanej pary, która odurzona uczuciem spełniającego się marzenia powędrowała na koniec świata i jeszcze dalej. Ich podróż zapoczątkowała rozmowa sprzed kilku miesięcy, gdy uśmiechnięte Słońce zaprosiło Księżyc na kolacje do Indii zgodził się. Minęło odrobinę czasu a plan podróży był już gotowy. Spakowali wszystko co było potrzebne i ruszyli przed siebie. Z początku na wskroś przecięli ziemię ojców by móc spod Katowic wylecieć do Birmingham, miasta skrytego wśród łąk i lasów Albionu. Była to ich pierwsza wspólna podróż, była to pierwsza taka podróż dla Słońca, Księżyc już miał okazję zaznać lotu ptaka, dlatego też mocniej chwycił Jej dłoń i powiedział będzie dobrze, zobaczysz - wystartowali.
Lecieli bardzo długo, ponad Europą, ponad Azją, widzieli gigantyczny Konstantynopol, widzieli morza i odległe góry, w końcu to wszystko przeminęło, nastała ciemna noc a Oni wypatrywali mniejszych bądź większych świetlistych wysp. Były bardzo daleko ale jednak wydawały się być tak blisko, tak blisko jak marzenie, które powoli zaczynało się spełniać. Głos speakerki powiadomił wszystkich o zbliżaniu się do miejsca docelowego, tym miejscem było Indira Ghandi International Airport w New Delhi.
Przeczekali kilka chwil po czym ruszyli za tłumem turystów i hindusów. Wyjście było już blisko a za nim... Tłum mężczyzn w białych skafandrach, który poganiał każdego wychodzącego obcokrajowca. Kazano im iść przed siebie i nie oglądać się, w końcu dotarli do dziwnych białych boksów. Wewnątrz czekał lekarz oraz kamera termowizyjna (sprawdzano czy nie mają gorączki). Wypełnili oświadczenia zdrowotne po czym ruszyli do kolejnego boksu. Strażnik kazał im wypełnić kolejny formularz, tym razem dla przybyłych do Indii obcokrajowców. Podczas wypełniania kolejnych rubryk pojawił się intrygujący problem bowiem jedna z rubryk brzmiała nastepująco adres zameldowania w Indiach - to był duży problem. Ich podróż miała być jak najbardziej spontaniczna, bez zbędnego planowania, po prostu plecak na plecy i w drogę, niestety panujący w Indiach system był przeciwny takowemu spędzaniu czasu. Księżyc przypomniał sobie o człowieku, którego spotkał na lotnisku w Konstantynopolu, dał im wówczas wizytówkę i wiadomość jeżeli cokolwiek złego się wam przydarzy dzwońcie, będę na Was czekać w Agrze; podali strażnikowi wizytówkę (mieli wówczas wiele szczęścia).
Spotkali dwie dziewczyny, - turystki z Walii które tak samo jak i oni, czekały na kogoś kto będzie mógł im pomóc. Uściślając, czekały na umówionego taksówkarza, który miał po nie przybyć dwie godziny wcześniej. Postanowili zaczekać. Rozmowa była bardzo zabawna, pełna pozytywnej energii, czegoś czego brakowało tutejszym złowrogo na nich patrzącym hindusom. Po kolejnej godzinie przybył długo wyczekiwany taksówkarz.
Mijają śniących na ulicach i chodnikach hindusów, mijali umarłych i nie pogrzebanych ludzi, zwierzęta, grudy śmieci. Biało odziany mężczyzna biegnie przez noc. Dziesiątki riksh, dziesiątki motocykli, samochodów, setki mieszających się w tym wszystkim dusz. Czy tam wygląda piekło?
W ciszy wkraczają do swojej noclegowni. Na ich widok stary hindus zaciera ręce; za noc pragnie 1800 rp. Zakochani z niedowierzaniem spoglądają na starca oszalał - jedyna wówczas myśl rezygnują i ruszają ku wyjściu. Hotelarz zatrzymuje ich i zaczyna się targowanie. Cena zbita do 1200 rp. za noc; mimo wysokiej ceny zgadzają się, są zmęczeni długą podróżą. Zanoszą swoje rzeczy do pokoju nr 23. Pomieszczenie jest obszerne, duże dwuosobowe łóżko, telewizor oraz kilka mebli i najważniejsze łazienka... bez ciepłej wody ale za to z karaluchami. Proszą o ciepłą wodę będzie za kwadrans - słyszą odpowiedź. Po godzinie czasu Księżyc schodzi do Hotelarza i żąda wyjaśnień woda będzie za chwileczkę. Woda się pojawiła, dosłownie, w postaci małego chłopca, który przyniósł nam wiadro gorącej wody. Lepszy rydz niż nic.
Noc była bardzo duszna...
Kolejny dzień to niespodzianka bowiem, gdy tylko opuścili przyjemne ściany pokoju natknęli się na mężczyznę w wieku około trzydziestu lat. Ten zaprosił ich do siebie bowiem jest przewodnikiem turystycznym, który pragnie pomóc obcokrajowcom w ich podróży przez Indie. W jego samochodzie przecinają dziesiątki mniejszych i większych uliczek to że nie potrącili nikogo zaiste może być uznawane za cud. Po dotarciu na miejsce okazało się, że sympatyczny Pan postanowił zaplanować im ich całą podróż po Indiach, wyznaczył trasy, wyznaczył hotele, słowem wszystko... dwa tygodnie takiej podróży miałyby kosztować jedyne tysiąc-dwieście dolarów... dużo ponad ich możliwości. Rezygnują a przewodnik zaczyna obrzucać ich klątwami, że nie dadzą sobie rady, że za kogo się mają, bez niego i jemu podobnym zginą w tym obcym świecie. Mija godzina, po której postanawiają zgodzić się na podróż, podróż do Kaszmiru wedle przewodnika jest to raj na ziemi.
W Indiach turyści mają możliwość wyboru kilku sposobów podróżowania. Duże odległości mogą pokonywać za pomocą pociągów oraz autobusów rządowych jeżeli podróżuje się grupą warto zapakować się na pociąg, jeżeli zaś parą lub w pojedynkę, dla własnego bezpieczeństwa lepiej wziąć autobus. Kolejnymi środkami transportu między miastami są jeepy oraz lokalne busy jeepy zostają dla bogatych, busy dla biedniejszych, chcących poznać obyczaje tych ludzi od samych podstaw. By dotrzeć do Kaszmiru zdecydowaliśmy się na rządowy autobus, bowiem pociągi docierają tylko do Jammu, dalej kolej jest rozebrana zważywszy na działania wojenne... Do pokonania było prawie dziewięćset kilometrów, mimo tego zapewniano nas, że podróż będzie trwać maksymalnie jedenaście godzin... trwała równo dobę...
Droga do Szrinagar stolicy Kaszmiru była bardzo długa i kręta, niczym wąż otulała pobliskie góry i potoki. Samą podróż zakłócały liczne postoje (Hindusi mają dziwny zwyczaj ciągłego odpoczywania) oraz kontrole wojskowe. Sprawdzano tylko i wyłącznie turystów z zagranicy. Spisywano ich dane, kazano wypełniać formularze. Wszystko to dla ich bezpieczeństwa bowiem w Kaszmirze panowała wojna z terrorystami.
--- --- --- --- --- --- --- --- --- ---
O samym Kaszmirze pisać będę przy okazji nastepnej notki, obecnie przedstawiłem mocno skróconą historię naszych dwóch spędzonych w Indiach dni. Trzymajcie się ciepło i bedźcie cierpliwi

w przeciągu roku czasu powinienem zdążyć napisać wszystko

--
"Can light the darkness if I feel the need
Can touch you sometimes for a while or two
But understand when I have simple need to just be me(...)"
Anthony & Rose
--
"Don't bend; don't water it down; don't try to make it logical; don't edit your own soul according to the fashion. Rather, follow your most intense obsessions mercilessly."
--
Anna
Anna Kirsten Photography
My Art Account
=AnnaKirsten
Previous Page12345...Next Page